czwartek, 12 września 2013

Miniaturka:A co na końcu?

Miniaturka którą stworzyłyśmy razem z Julie (http://music-of-lover.blogspot.com/) Jestem jej bardzo wdzięczna za pomoc. Wszystkie sceny pisane pochyłym drukiem pisała Julie.. Miniaturka miała pojawić się wcześniej, ale zaczął się rok szkolny i ani ja, ani Julie nie miałyśy głowy do napisania jej wcześniej. Mam nadzieję, że miniaturka się spodoba. Na razie nie planuję pisać większego opowiadania, ale śledżcie notki nad rozdziałem, a dowiecie się wszystkiego. Pozdrawiam i życzę wytrwania w tym horrorze szkolnym
Angel;*
****
Bo wszystko ma swój początek....
Początek znajomości Draco i Hermiony nie zaczął się ciekawie, jednak gdyby tak dłużej przyjżeć się od zawze było blisko siebi. Niby się nienawidzili, nie stali po swojej stronie i zawsze robili wszysto, by sprawić drugiemu ból, ale zawsze byli blsko. Nikogo nie dziwiło to, że wrogowie, czasami dłużej spoglądają sobie w oczy, nieśmiało się uśmiechają, czy po kolejnej kłótni zostają sami, do puki nie przestali kłócić się całkiem. Dziewczyna przez osatni rok który postanowiła nadrobić, nie spojrzała na chłopaka ani razu, nie uchwyciła jego spojrzenia, ani nie spostrzegła, że w bibliotece chce z nią porozmawiać... Nadszedł koniec roku. Stanęła na dworcu King Cross po raz ostatni jako uczennic, westchnęła. Będzie jej tego brakować, Hogwarckich korytarzy, sal w których przeżyła, pokoju życzeń w którym spędzała ostatnio cały swój wolny czas.
-Hermiona- usłyszała cichy męski głos za swoimi plecami. Wiedziała do kogo należy. Udając, że nie słyszy czym prędzej ruszyła przed siebie, ale poczuła, lekkie szarpnięcie, a potem przeszywające oczy Dracona. Jej odwiecznego wroga.
-Nie pomyliłeś osób Malfoy?- odpowiedziała spokojnie lecz chłodno. Chłopaka przesedł dreszcz i oboje wiedzieli daczego.
-Przepraszam- cichy szept rozniusł się koło jej ucha
-Za co?- odpowiedziała. Jednak wiedziała. W jej oczach pojawił się smutek, ale i złość, złość skierowaną na chłopaka i złość, na siebie,że tak łatwo dała się podejść.Chciała wyrwać rękę z jego uscisku jednak, on nie miał zamiaru jej puszczać, poczuła szarpnięcie w okolicach pempka toważyszące przy teleportowaniu. Kiedy stanęła od razu zaczęła wrzeszczeć na chłopaka
-Malfoy o co ci chodzi? Chciałam spokojnie iść do domu i zastanowić się co zrobić dalej ze swoim życiem, alejak zawsze TY wielki arysokrata miałeś inne plany i musiałeś pokrzyżować moje.Bo TOBIE się tak podoba i tylko TY jesteś warzny- wrzeszczała coraz głośniej, na stojącego koło niej przystojnego blondyna. Sam nie wiedział dlaczego zabrał ją w to miejsce, przecież ostatnio wyraziła się jasno i powiedziała mu, ze nie ma zamiaru się z nim dalej spotykać. Tak. Nienawidzący się ludzie tak na prawdę żli w zgodzie, jednak nie mogli tego powkazać, pochodzili z innych światów i chociaż nie żywyli do siebie razy, ani nienawiści, a w ręcz przeciwnie, przyjaźnili się spędzali ze sobą bardzo dużo czasu zaniedbując przjaciół, naukę, czy rodzny, której on nie chcił mieć, a ona nie miała. Dokładnie pamiętał o co się pokłócili. Była to najgorsza kłótnia w jego życiu, w najgorszym i najcięższym momencie dla nich obojga. Było gorszym niż kilka cartiusów, żuconych na niego przez ojca, a dla niej jak nędzny z transmutacji. I jednego i drugiego to zabolało.
-Posłuchaj mnie- powiedział spokojnie, ale nie zadziałało. Dziewczyna nadal wyrażała kreatywne epitety na jego temat - Posłuchaj mnie- powiedział głośniej, ale to też nie przyniosło rezultatu, więc bez żadnego uprzedzenia podszedł do dziewczyny i pocałował ją przekacując jej jak bardzo za nią tęsknił, jak bardzo żałował tamtej kłótni tamtych słów, jak brdzo żalował tego co zrobił jego ojciec. Dziewczynaoddała pocałunek z taką samą pasją. Był to ich pierwszy pocałunek, pierwszy który zaiczał się do udanych i najlepszych jakie przeżyli, jednak dalej nie rozmawiali.Odsunęli się od siebie z minami które nie wyrażały nic. Przybrali maski, chociaż tak bardzo pragnęli poznać uczucia drugiego
-Po co?- szepnęła jednak usłyszał
-Bo mi zależy? Bo za tobą tęskniłem, bo żałuję..co mam jeszcze powiedzieć. Nie możesz mnie winić za coś czego nie zrobiłem. Wiesz, że zawsze byłem po twojej stronie i wiesz, ze starałem się powstzrzymać ojca.-Miał rację. Dziewczyna wróciła pamięcią do czasów kiedy wszystko było takie jak zapragnęła
 
Wracała własnie z biblioteki z wielką książką od transmutacji otwartej na dzisiejszej lekcji. Już miała skręcać w korytaz prowadzący do jej dormitorium w wierzy Gryffindoru, ale usłyszała czyjąś rozmowę. Rozpoznała głos Draco i zatrzymała się w pół kroku nasłuhując o co chodzi
-Myśliz, ze powinienem jej powiedzieć?- słay i smutny głos Dracona rozniósł się po korytarzu
-NIe wiem. Może lepiej, zeby poinformowała ją McGonagall.
-Ale jestem jej przyjacielem i w dodatku- jąkał się
-Wiem Draco. Nie możesz winieć za to siebie
-Ale Blaise przecie ona mnie znienawidzi- powiedział
-Nie wiesz jak zareaguje. Hermiona jest nieprzwidywalna
-A jak ty byś zareagował gdybyś się dowiedział, że ojciec twojegoprzyjaciela zamordował z zimną krwią twoich rodziców.- Hermione zaszkliły się oczy, wypuściła książkę z dłoni, która upadła na podłoge z głuchym trzaskiem. Chwilę potem koło niej znalaz się Draco rzem z Blaisem. Tylko on wiedział, że się przyjaźnią i nie potępial ich za to, a przeciwnie wspierał ich dodatkowo. Wiedzieli, że mogą mieć w nim oparcie.
-Hermiona- zaczął Draco, ale go nie usłyszałam, szybko odwróciłam się i zaczęłam biec w stronę toalet. Znalazła się tam najszybciej jak mogła, siadła w koncie mając nadzieję, że nikt mnie tu nie znajdzie. Myliłam się. Usłyszałam kroki, poczułam, ze ktoś koło mnie siada
-Nie miał wyboru- usłyszałam smutny głos Blaisa
-Dlaczego go tu nie ma?- zapytałm
-Myśał, że nie będziesz chciała go widzieć
-Może i ma rację- wychlipałam
-Nie wiń go za to.- To były ostatnie słowa które wypowiedział Diabeł, po czym zostawił mnie samą
 
-Słuchasz mnie?- cichy głos blondyna przywrócił ją do żeczwistości
-Tak przepraszam- powieziała i zrobiła krok do tyłu odsuwając się od chłopaka
-I co?
-Z czym?
-Kobieto!Właśnie zapytałem czy mi wybaczysz- usłyszałam wyraźnie zirytowany głos Dracona. Popatrzyłam w jego niebeskie hipnotyzujące oczy i już wiedziałam, ze nie mogę podjąć innej decyzji
-Tak- powiedziałam szeptem i uśmiechnęłam się delikatnie. Poczułam zapach jego perfum i silne ramona oplatające moją talię. Wtuliłam się w niego chcąc przypomnieć sobie jak kiedyś świetnie nam się układało
-Wiesz, że traz się nie poddam?- zapytał, a ja popatrzyam na niego zdziwiona, ale nic nie odpowiedział. Umiechnął się tajemniczo i pocałował mnie wpoliczek
-Jutro zapraszam cię na kolację. Będę o 19;00- powiedział, chwycił mnie za rękę i teleportował się na King Cross.
***
Usłyszałem głośny trzask drzwi. Normalnie nie zwróciłbym na to uwagi, ale miałem złe przeczucie. Zszedłem na duł i zobaczyłem jak ojciec zciąga maskę. Ręce miał z krwi tak samo jak duł szaty. Popatrzyłem na niego z maską obojętności. Znowu zabił jakiś niewinnych ludzi- pomyślałem.
-Zadane wykonane. Czarny Pan będzie zadowolony- usłyszałem głos ojca
-Jakie zadanie? Kogo teraz Wielki książe kazał zamordować?- zapytałem, a ton mojego głos ociekłał kpiną i ironią. Ojciec wiedział, że nienawidz tego chorego sukinsyna, ale nie mógł tego zrozumieć. Jak jego syn moze nie wielbić jego Guru. Popatrzył na mnie groźnie, ale nie zrobiło to namnie wrazenia
-Kolejni mugole- powiedział z ironicznym uśmiechem- Ta szlama powinna się załamać- głośny i ironiczny śmiech odbijał się echem od ścian tego strasznego, umazanego krwią domu.
-Jaka szlama
-Jeszcze się nie domyśliłeś?- już wiedziałem. Chodziło o Hermionę. Voldemort zrobił to specjalnie. Chciał pogrążyć przyjaciółkę Pottera w żałobie i utrudnić im poszukiwanie horkluksów, ale znam ją na tyle, zeby wiedzieć, ze się nie załamie,  doda jej o tylko siły na zrobienie wszytkiego by ten egoista zniknął z powierzchni ziemi.Załamie się dopiero potem. Kiedy zostanie sama, kiedy skończy się wojna, kiedy każdy pójdzie swoją drgą
***
Kolacja była n prawdęudna. Zabrał ją w miejsce ktorego się nie podzewała. Zabrał ją w najpiękniejsze miejsce które kiedykolwiek widziała. Jak się okazło były to słoneczne Włochy. Kolacja przy świeca, na plaży, szczere, rozmowe, uśmiechy, cichy szum fal. Wszystko składało się w jedną całość, jednak ona tego nie zauwarzyła, nie wiedziała, że kiedykolwiek on może poczuć to co ona czujedo niego. Skąd mógł wiedzieć, ze ona czuje to co on do niej. Starał się jej zaimponować, starał by czuła się jak księżniczka i tak faktycznie się czuła, ale to nie był jej świat.
Kiedy ją pocałował oddała pocałunek, potrzebując jego bliskości, oddała pocałunek z takim uczuciem którego, żadne z nich się nie spodziewało. Właśnie ten pocałunek doprowadził, ze niweinna kolacja zmienła się w namiętną noc, którą oboje zawsze będą pamiętać.
***
Czuła się samotna. Czuła, że straciła coś co było dla niej wyzwaniem, coś co było częścią jej serca, jej duszy, jej całej. Stracia jego, a to było najgorsze uczucie jakie mozna doświadczyć. Stracić najbliższą osobę która jeszcze ci pozostała. Od ostatniej rozmowy z Zabinim w łazience minęło kilka dni, a ona nie ogła się pozbierać. Jej rodziców zabito podczas wojny, a ona dowiaduję się tego dopiero teraz, kiedy tka spokojnie chodzi do szkoły. Miała zamiar ukończyć ją z jaknajlepszymi ocenami, zacząć szukać rodziców, chodzić do prazy, wyjść za mąż, założyć rodzinę..po prostu żyć, a tymczasem wszystkie jej plany legły w gruzach. Wszystkie oprócz wspaniałych ocen które zawsze posiadała
***
Obudziła się rano i spostrzegła, że leże w ramionach chłopaka ktorego pokochała najprawdziwszą miłością. Nie musiała przypominać sobie ostatniej nocy. Nawet we śnie ją widziała. Każde słowo, każdy dotyk, każdy pocałunek zapisał się w jej pamięci i srcu. Delikatnie wyplątała się z uścsku chłopaka szybko się ubrała, ze łzami w oczach, z cichym przepraszam i kocham cię teleportowała się prosto pod swój dom. Weszła, zamknęła drzwi i zjechała po nich zalewając się łzami. Czuła, że znowu go straciła.Nie wiedziała jak długo siedziała pod drzwiami wyplakując wszystkie słone łzy. Tak bardzo przypominało to sytuację, z jednej z Hogwarckich toalet. Powoli się spokajała godząc z faktem, ze została sama, ale musi dalej żyć. Właśnie podnosiła się by iść się przebrać, kiedy usłyszała, że ktoś zaczął dobijać siędo jej drzwi. Nie chciała otwierać nie była w humorze na poaduszki z żadną z sąsiadek. Już była na schodach kiedy usłyszała Jego głos.
-Wpuść mnie. Granger iem, ze tam jesteś- po raz pierwszy od jaiegoś czasu zwrócił ię do niej po nazwisku. Z jej oczu znowu polały się łzy. Siadłana schodach i słuchała pruśb chłopaka. Chciała mu otworzyć jednak nie mogła. Nie mogła uporać się z uczuciami.
-Granger otwórz bo będę usiał oświdczyć ci się przez dzrwi- usłyszała i zalkała. Bardzo śmieszny żart. -Hermiono Jane Granger czy uczynisz mi ten zaszczyt i zostaniesz moją żoną?- usłyszała. Wstała ze schodów, podeszła do drzwi, otwarła je i już miała amiar na nieo nawrzeszczeć, ze to nie był śmieszny żart, bo tak na prawdę go kocha, ale zobaczyła, ze klęczy przed drzwiami, a w dłoni trzyma cerwon udełeczko, a w nim mieni się śliczny pierścionek z brylantem. Hermiona zakryła usta ręką i popatrzyła z niedowierzaiem na blondyna
-Ty..ty nie żartujesz?- wyjąkała
-Nie- powiedzial stanowczo i popatrzył jejw oczy.
-Tak- powiedziała cicho
-Powtórz- powiedział z niedowierzaniem blondyn
-Tak- powidziała głośno klęknęla przy nim i delikatnie pocałowała. Poczuła, że na jej serdecznym palcu znajduje się coś zimnego. Pierścionek. Uśmiechnęła się przez pocałunki, a potem poczuła tylko jak narzyczony bierze ją na ręce i niesie do sypialni.
To, że pocztek nie zaczął się po twojej myśli, w środku potykałeś się o wielkie głazy uniemożliwiające ci przejść kolejny kawałek twojego życia, nie znaczy, że końcówka tej histori nie skończy się tak jak tego zapragniesz!

wtorek, 3 września 2013

Miniaturka I: Zakład cz.II

Dziękuję, za wszystki komentarze i za to, że niektórzy poświęcali swuj czas, zebyzaglądnąć na mojego bloga. Bardzo dziękuję też Julie..Ona wie za co..;* Zastanaiam się, czy zaczynać odpowiadanie, czy pisc po prostu miniaturki. Może pomożecie mi wybrać? Tak będzie mi łatwiej. Dlatego proszę was o odpoieź zawartą  komentarzach
CZYTASZ=KOMENTUJESZ!
Angel;*
***
Już nie mogłam wytrzymać, nie mogłam go znieść dlaczego tak trudno zrozumieć dwa słowa " Pieprz się" Zawsze wymyśla jakieś aluzje, wykorzystuje to, że przegrałam zakład i nie może przez chwilę siedziec cicho. I jak tu ludzie wytrzymują ze ślizgonami. Pieprzone gady. Nienawidzę go jeszcze bardziej niż przed tem. Nie wiem czy mu się w mzgu coś po przestawiało, czy ktoś się pomylił i zamiast Avadą rzucił na niego jakąś cholerną klontwę która miałaby na celu uprzykżanie mi życia. Siedzi ze mną na każdej lekcji, ogłasza całemu światu, że jesteśmy parą, co jest niby prawdą bo przegrałam zakład, ale na szczęście to będzie trwało jeszcze tylko tydzień. Tylko. Jeżeli wcześniej nie zwarjuję i nie trafię do magicznego wariatkowa.Byłam wścieła. Miałam strasznie ciężki dzień. Idę własnie nad jeziorko, to mi zawsze pomagało i odprężało. Siadłam pod wielkim drzewem, zamknęłam oczy i wsłuchiwałam się  odgłosy przyrody. Wyobrażałam sobie swoją przyszłość. Kiedyś marzył mi wielki dom, teraz wystarczy mi mieszkanie. Marzyłam o wielkich długich podróżach, a teraz wystarczy mi przejażdżka do mugolskiego Londynu. Myślałam, że zakocham się ze wzajemnością, że będę miała rodzinę, ale teraz wszystko okazało się trudniejsze. Wszystkie moje plany poszy w odstawkę. Pytanie co będ robić po szkole? Co okaże się najlepszym rozwiązaniem? Z mojego poukładanego życia nie zostało nic. Nie chciałam tego. Wszystko zaczęło się komplikować po odejściu Rona i Harrego. Ginny została. Jako jedyna. Nie zwarzając na rodznę, przyjaciół...zosała. Nawet Harry mj njlepszy przyjaciel mnie opuścił, a to dlaczego? Dlatego, ze nie mógł poradzić sobie z życiem. Pańtwo Weasley są załamani, bo Ron nie odzywa się od roku. Nie wiem co sbie myślałam. Nie wiem do czego moja wyobraźnia w tamtych czasach była zdolna. Teraz widzę tylko trupy, krew i zielne światło towarzyszące przy tym strasznym zaklęciu. Nie mogę sobie poradzić ze wspomnieniami. To mnie przerasta, a najgorsze jest to, że ja też zabijałam. Zabijałam bo musiałam, ale to ciągle jest zabijanie. Nikt nie zasługuje na śmierć nawet osoba która popełniła najwiękze zbrodnie świata.
-Hej - usłyszałam jk ktoś koło mnie siada. Wiedziałam, ze to on.
-Jeszcze ci mało?- zapytałam nie otwierając oczu. Przez ten tydzień nauczyłam się odczuwać jego emocje nawet jeżeli przybiera maskę. Wiedziałam, że teraz właśnie przeżył lekki szok. No tak. Nigdy się nie skarżyłam.
-Co się stało? Dlaczeo płaczesz?- usłyszałam jego głos i zdałam sobie sprawę, że w którymś momencie musiałam zacząć płakać. Szybko otwarłam oczy i popatrzyłam na chłopaka. Dokładnie się mi przyglądał.
-Nic- odpoiedziałam i już chciałam się podnieść, ale mi to uniemożliwił, chwytając w talii i przytrzymując.
-To przeze mnie?- zapytał
-Iciebie to niby obchodzi?, ale dla twojej wiadomości Malfoy nie tym razem.- odpowiedzałam i zaczęłam sie szarpać, ale niestety byłza silny, dlatego po chwili zrezygnowałam z uwolnienia się i siedziałam tak jak siedziałam wpatrując się w taflę jeziora.
-Powiedz- usłyszałam cichy szept- powiedz co się stało- dodał tak samo cicho
-Nic co by cię interesowało Malfoy i mógłbyś mnie już puścić czy masz dla mniejeszcze jakies cudowne zadanie?- zapytałam
-Nie.- szybko odpowiedź, szybkie puszczenie, szybkie pujście do dormitorium.
***
* Dwa pieprzone tygodnie temu*
-Nie prawda.Malfoy nie kłóć się ze mną bo i tak wiem lepiej- poiedziałam będąc całkowicie przekonaa, ze mam rację
-Myślisz?- cyniczny uśmieszek wpłynął na jego przysojną twarz.
-Tak
-W takim razie proponuję zakład.- powiedział i znowu się uśmiechnął, ale to nie byl uśmiech ani ironiczny, ani cyniczny, taki nie pasujący do zimnego arystokraty Malfoya. Ten uśmiech skierowany do mnie..do czarownicy mugolskiego pochodzenia był szczery.
-Okej.- odpowiedziałam młomyśląc
-Jeżeli przegram tą walkę z Teo i ty wygrasz zakład to..- przerwałam i uśmiechnęłam się chytrze
-to odczepisz sięode mnie raz na zawsze, nie oezwiez się do mie już nigdy, a dodatkowo będziesz musiał powiedzić całemu Slytherinowi, ze zakochałe się w mopsicy, ale tak naprawdę zakochałeś..ślub, dzieci bla, bla, bla - skończyłam, a on jęknął
-Dobra, ale jeżeli ty przegrasz..- tym razem uśmiechnął się kokieteryjnie-To dowiesz się w tedy- dokończył
-Nie zakładam si w ciemo
-Gryfonka tchórzy?- zapytał. Uśmiechnęłam się niewinne
-Malfoy ty chamski manipulancie nie zarzucaj mi, że tchórze..po prostu trzymam się swoich zasad i kropka- powiedziałam
-Dobra trochę mnie zaskoczyło, ze nie zadziałało, ale w takim razie nie mam wyjcie..Przez dwa tygodnie będziesz należła tylko do mnie, będziesz tak zawną moją dzewczyną i dodatkowo musisz spełniać przez te dwa tygodnie moje zachcianki- powiedział.
-Zgodza- odpowiedziłam bez zastanowinia,wiedząc, że mój przyjaciel i chłopak mojej najlepszej przyjacióki wygra bitwę. Jaka to miała być bitwa? A chodzio o grę w kosza. Tak tą mugolską grę. Teo był bardzo dobry bo sama z nim grałam dlatego byłam pewna, że spokojnie sobie poradzi z tym nie interesującym się mugolskimi przedmiotami arystokratą. Lecz jake yłomoje zdziwienie kiedy okazało się, ze Malfoy jest jeszczelepszy od Teodora. Na moje nieszczęście wygrał, a ja przez pieprone dwa tygodnie musze mu usługuiwać. Bo na tym polega rola jego dziewczyny?
***
-Granger wiem, zejestem przystojny, ale nie musisz się na mni rzucać- bardzo dobrze się bawił, a ja kipiałam ze złośc.
-Malfoy jeszcze jedno słowo, a cię wykastruję- ostatnie słowo wrzasnęłam tak głośno, ze chyba cały Hogwart mnie słyszał. Uśmiechnął się. Znowu szczerze, ale nawet to nie zrobiło na mnie wrażenia. Byłam wścikła. Co ten cholerny blondas sobie myśli. Spokojnie sobie rozmawiałam z jakimś przystojnym krukonem, a ten jakby nigdy nic przychodzi chyta mnie w pasie i całuję jak na prawdę swoją dziewczynę. Nie wiem czy on chce mi zniszczyć życie..Chociaż jużto zrobił..już miałam się dowiedzieć jak się nazywa, ale ten zadufany idiota się musiał wtrącić.
-Ale kochanie w tedy mnie nie wypróbujesz- powiedział. Durnowaty uśmieszek ozdabiał jego twarz.
-Po pierwsze nie mów do mnie kochanie, po drugie nie mam zamiaru, a po trzecie jestes cholernie..-nie dokończłam bo ten kretyn mi przerwał
-Przystojny?- zapytał czym rozwścieczył mnie jeszcze bardziej, ale postanowiłam się uspokoić . Uśmiechnęłam się perfidnie i zwróciłam się do niego spokojnie.
-Chodziło mi raczj o cholerną imitację prawdziwego mężczyzny- powiedziałam przesłodzonym głosikiem. Parzyłam jak z jego twarzy znika uśmiech, a zastępuje ją złość. Uraziłam jego męskie ego. Na tak podczas pobytu w Hogwarcie ego tego palanta musiało się rozdąć do gigantycznych rozmiwrów. Spodziewałam się wrasków, ataków, alebo czegoś w tym rodzaju, ale nie tego, że zacznie się do mnie zbliżać. Odsunęłam się kilka kroków, ale natrafiłam na ścianę. Popatrzyłam w oczy tego zimnego arystokraty, ale nie wyrażały już złości..tak na prawdę nie wiem co wyrżały. Podszedł do mnie tak blisko, ale zostawił między nami pewną odległość, nie dużą, ale zawse coś. Przysunął się i mocno wpił się w moje usta. Nie wiedziałam co robić, ale kiedy poczułam jak stado motylków zaczyna buszować w moim brzuchu, zarzuciłam mu ręce na szyję, a on wykorzystując to przysunął się jeszcze bliżej,po czym chwycił mnie w pasie podnosząc wyżej i prawie równując nasze wzrosty. Kiedy na prawdę nie starczało mi powietrza odsunął się delikatnie i przygryzł moją wargę, ale nie puścił. Patrzyliśmy sobie w oczy i nie mogliśmy rozróżnić uczuć które są w nich zapisane. Od tego momentu wszystko było inne. Teraz już w ogóle nie odstępował mnie na krok, ale już mi to nie przeszkadzało, kiedy rozmawiałam z innymi chłopakami po prostu przychodził i publicznie mnie przytulał, co teraz też mi już tak nie przeszkadzało. Kilka miesięcy później kończył sie rok szkolny, ale to co było między nami dopiero się zaczęło. Kiedy wysiadaliśmy z pociągu i już chciałam się skierować w stronę domu ktry został mi jeszcze z czasów których mieszkałam z rodzicami, chwycił mnieza rękę i eleportował ię gdzieś..do tej pory nie wiem gdzie, ale do jakiegoś pięknego miejsca na skraju magicznego Londynu, po czym tak zwyczajnie powedział, że kiedyś tutaj stanie nasz dom.
* 2 lata później*
Leżeli mocno wtuleni w siebie i nie zapowiadało się, żeby się o siebie odsunęli.Rok po zakończeeniu roku Dracon oświadczył się Hermionie, a po symbolicznych dwuch tygodniach się pobrali. Co dziennie odkrywali swoją miłoś, jeszcze bardziej się w niej zagłębiając. Dotrzymal słowa i w miejscu w które zabrał ją po ukończniu Hogwartu stał teraz ich piękny duży biały dom przypominający bardzej mały zameczek. Byli zatopieni w miłości i szczęściu, a to przecież najważniejsze
*********************************************************************************

czwartek, 29 sierpnia 2013

Miniaturka I: Zakład cz.I

Postanowiłam pierwsze napisać miniaturkę, a dopiero potem jeżeli komuś by się to spodobało i byłby jakies komentarze zaczęłabym pisać opowiadanie.Jest to mój pierwszy blog o temetyce Dramione i mam nadzieję, że niektórym się to spodoba. Nie wiem kiedy będzie kolejna część miniaturki,ale mam nadzieję, że prędko
Angle;*
*****
- Malfoy idioto z arystokrackiej rodziny- wszyscy uczniowie zebrani przed salą do eliksirów usłyszeli donośny głos pani prefekt naczelnej Gryfinduru.
- Co tam skarbie?- usłyszeli w odpowiedzi.
-Nie mów do mnie skarbie. Zrywam z tobą- warknęła podchodząc do niego.
-Znowu?- jęknął ktoś z tyłu. Wielki uśmiech Malfoya szybko znikł.
-Co takiego?- zapytał
-To co słyszałeś mam ci to przeliterować?- zapytała. Była na prawdę zła, jak nie powiedzieć wściekła. Nienawidziła tego chłopaka.
-I tak wiesz, że ci na to nie pozwolę- warknął.
-Jesteś bezczelny- odpowiedziała. Oboje wpatrywali się w swoje oczy i gdyby nie wcześniejsze krzyki można by było pomyśleć, że oboje są w sobie na prawdę bardzo zakochani, ale przecież Granger i Malfoy? To jakieś niedorzeczności.
- Wejść- usłyszeli głośny wark Snapa, zwrcił uwagę na najbardziej rzucającą się z uczniów parę i już wiedział, że znowu ze sobą zrywają. Uśmiechnął się do siebie, ale chwilę potem się za to skarcił. Przecież on się nie uśmiecha. Od dwóch tygodni kiedy młody Malfoy i panna Granger zostali przyłapani sam na sam w jednej z opuszczonych sal nienawidzą się chyba jeszcze bardziej. Tylko ta dwójka dokładnie wie o co chodzi z tym zrywaniem..Wszyscy uczniowie z codziennym grymasem który towarzyszył im przy eliksirach wczołgali się do klasy.Nietoperek rozglądnął się dokładnie i spostrzegł znienawidzonych prefektów siedzących razem w ostatnij ławce po lewej stronie w najciemniejszym koncie. Coś dziwnego się z nimi dzieję i to wie każdy który chodzi do tej szkoły.
-Strona 46- warknął nauczyciel, a po chwili w sali było słychać jak uczniowie przewracają kartki w poszukiwaniu wyznaczonej strony. Lekcja mijała nieubłagalnie wolno nawet Snapowi który chyba tysięczny raz wydzierał się na Herrego i odejmował punkty Gryffindorowi, aż w końcu z zacisza sali dobiegł wielki huk. Wszyscy odwrócili się jak na zawołanie w tamtą stronę. Powodem wielkiego Huku było mocne zamknięcie książyki przez Granger. Malfoy parsknął śmiechem, nie obawiając się, że dobry nietoperek z nieumytymi włoskami możemu odebrać punkty.
-Ojj Granger chociaż uwielbiam patrzeć jak się wkurzasz to może naszeniewinne kłótnie zostawimy tylko dla siebie i dokończymy je z moim dorminatorium?- zapytał poruszając zabawnie brwiami. Gdyby kasztanowłosa nie była taka wściekła parsknęła by śmiecheme na to zjawiso którym podzieli się z nią blondyn.
-Nie wkurzaj mnie Malfoy bo ci przywale i już nie będe taka milusia- warknęła ledwo powstrzymując się, żeby na niego nie krzyknąć
-Niepamiętasz co mi obiecałaś ostatnio kotku?- zapytał z jeszcze szerszym uśmiechem. Jak on śmiał. Teraz do piero mega się wściekła. Podniosła jedną brew do góry i uśmeichnęł się niewinnie.
-W tedy kiedy prosiłeś mnie o litość?- zapytała przesłodzonym głosikiem.Malfoyowi zszedł trochę uśmiech z twarzy, ale tylko Hermiona była na tyle spostrzegawcza by to zauwarzyć
-Granger nie rozmawiajmy o tym teaz, wiesz, że nie miałem wyboru, a po za tym to już podchodziło pod znencanie się- powiedział cicho. Hermiona ledwo powstrzymała się od parsknięcia śmiechem.
-Malfoy, a moze jednak. Pochwal się.- kied skończyła mówić spojrzał na nią i znowu uśmiechnął się szeroko
-Mam się pochwalić do jakiego stanu cię doprowadziłem? A myślałem, że to ma zostać między nami- powiedział znowu głośno, tak, żeby wszyscy go usyszeli
-Chyba do jakiego stanu sam się doprowadziłeś Malfoy. Ja nie wiesz to ci powiem. Do stanu skrajnej głupoty.- warknęła wścieła, że wspomniał o jakimkolwiek stanie. Każdy spodziewał się wybuchu Blondyna, ale nic takiego się nie stało, zobaczyli coś czego nikt nigdy by się nie spodziewał. Blondyn delikatnie pochylił się nad dziewczną i coś powiedział jej do ucha.
-C ty sbie wyobrażasz?- warknęła już na prawdę wściekła Gryfonka
-Ciebie w bieliźnie- odpowiedział. Niektórzy w klasie parsknęli śmiechem, a sama wspomniana mocno się zarumieniła
-Ciekawe do czego doprowadzi cię twoja wyobraźnia- warknęła i z powrotem otwarła książkę, udając, że nic się nie stało.
-Mam nadzieję, że wszystko co sobie wyobraziłem się spełni
-ślizgon- warknęła
-Gryfonka- westchnął i wrócił do swoich bujnych wyorażeń Panny Granger w bieliźnie. Snape nie zareagował kiedy trzeba był bo sam siedział jak sparaliżowany na swoim wielkim czarnym biurku
-Granger, Malfoy- warknął zdziwionym głosem, ale jak na złość nie wiedział co dalej- Możemy już wrócić do lekcji?- zadał najgorsze i najgłupsze pytanie w swojej karierze.
***
*Dwa straszne tygodnie temu*

Hermiona była wściekła. Nic, ani nikt nie pogarszajej humoru tak jak Malfoy. Nienawidziła go, jeszcze brdziej niż w poprzednich klasach bo był przystojny i przegrała z nim zakład. Tak przykładna panna Granger założyła się ze swoim njwiększym wrogiem.
-Co tam Granger pomożesz mi dzisiaj przy transmutacji?- usłyszała głos którego tak nienawidziła, a jednocześnie był taki seksowny. Co ona mówi. To Malfoy. On nie może być przystojny.
-Przegrałam zakład i jestem słowna, dlatego ci pomogę- odpowiedziałam nawet na niego nie patrząc.Dlatego również nie zobaczyła jego wielkieo uśmieszku.
-Dobra to były nasze ostatnie lekcje to chodź- powiedział
-Nie możemy iść do biblioteki?
-Nie Granger. Chodź znam fajne miejsce- powiedzia i poiągnął mnie do jakiejś sali. Weszliśmy tam i aż mnie zamurowało. Sala wyglądała jak ogród. Jesienne słońce wpadało do sali prze wielkie otwarte okno. Po ścianach pły się piękne niebieskie róże. Na ławkach znajdowała się spora warstwa kurzu, ale to nie przeszkadzało dziewczynie. Podziwiała jasne pomieszczenie i zastanawiała się dlaczego o nim nie wiedziała.
-Kiedyś miałem tu szlaban musiałem wykombinować coś kreatywnego jak to powedziała McWielka-Cnotka.-usłyszałam jego gos zaraz przy swoim uchu.
-Ładnie- powiedzałam niby obojetnym głosem, ale tak na prawdę byłam w lekkim szoku po tym co zobaczyłam.Cichy śmiech blondyna zaraz koło mnie nie pozwolił mi odpowiedzieć na kilka pytań rodzących się w mojej głowie, a po ciele przeszedł mnie przyjemny dreszcz.
-Zimno ci?- usłyszałam
-Trochę- z łatwością skłamałam, bo nie patrzył mi w oczy. Tak na prawde nie umiełam kłamać i dlatego też po części przegrałam zakład. -Dobra to co ci nie wychodzi z tej transmutacji?- zapytałam odwracając się. To był błąd. Wielki błąd. Odwróciłam się dokładnie tym momencie w którym on się schylał i właśnie pierwszy raz poczułam co to znaczy mieć gęsią skórkę. Delikatnie musnął moje usta..oczywiście niechcący, ale to nie zmienia faktu. Szybko się odsunęłam i podeszłam do okna, żeby niby pooglądać słońce które powoli chowało się za horyzontem, ale tak na prwdę chciałam zamaskować to, że się zarumieniłam. Hermiona Granger męna Gryfonka zarumieniła się tylko dla tego, że jakiś tam Draco Malfoy wielki ślizgon przypadkowo musnął jej wargi. Niedorzeczność. Po chwli poczułam jak męckie ramiona obejmują mnie w taliii przyciągają do siebie
-Co ty robisz?- zdążyłam zapytać za nim całkiem odebrało mi głos
-Mówłiaś, że ci zimno- usłyszałam cichy szept przy swoim uchu.
-Malfoy możesz ie zaczynać, mów o co chodzi z tą transmutacją bo nie chcę tu siedzieć do nocy
-A wiesz ile kobit maży, żeby spędzić ze mną noc właśnie w takiej sali
-Malfoy ja nie jeste więkrzość kobiet i mnie nie uwiedziesz jeżeli ścemniałeś z transmutacją to ja spadam- powiedziałam obojetnym tonem, ale w środku się we mnie gotowało. Co on sobie myśli?
-No właśnie Granger jesteś jakąś dziwną jednostką- powiedział.Próbowała się wyrwać z jego uścisku, ale niestety był za silny. Jedyne co uzyskłam to to, że jeszcze mocniej mnie ścisnął i odwrócił twarzą do siebie.
-Puść mnie Malfoy- warknęłam
-Nie zapominasz, ze przez tydzień robisz to o co cię poproszę?- zapytał
-No właśnie. Poprosiłeś mnie o pomoc w nauce. Zgodziłam się, ale nic nie wspominałeś o tym, zeby mnie dusić. - powiedziałam i zerknęłam w jego oczy. Kolejny błąd. Tym razem wyrażały szczerość i szczęście.
-I z czego się tak cieszysz?- warknęłam
-Właśnie spełniam jedno ze swoich punktów na liście. Przytulam się ze swoim wrogiem- powiedział i uśmiechnął się
-Matko ile ty masz tych punktów?
-No chyba z dziesięć
-i co niby masz na tych punktach, poprzytulać się, całować się, seks,seks,seks,seks?- zapytałam i znowu próbowałam się uwolnić z jego uścisku, ale znowu skończyło się niepowodzeniem
-Cholera! szkoda, że takiego nie stworzyłem- powiedział i parksnął śmiechem.
-Jestś nienormalny.- powiedziałam. W tej chwili drzwi do sali się otworzyły
-Co tu się dzie..- Opiekunka domu lwa stanęła w progu i wpatrywała się w nas wielkimi oczami. No tak przecież ten idiota dalej mnie przytula. Jutro wszyscy będą o tym wiedzieć. Brawo kretynie!-pomyślałam
***********************************************************************************