wtorek, 11 marca 2014

Prolog


Dawno niczego nie napisałam, ale dzisiaj wena przyszła kiedy leżę w domu chora. Chciałabym przeprosić za tak długą nieobecność i zaprosić do czytania mojego nowego dzieła. Mam nadzieję, że prolog przypadnie Wam do gustu i otrzyma trochę komentarzy. Planuję koło 30 rozdziałów, każdy powinien się pojawić co najmniej dwa razy w miesiącu, jeżeli będą problemy z dodaniem notki będę o tym informować. Nie zostaje mi nic innego jak życzyć miłego czytania
Angel 
***
Szła przez wydeptaną ścieżkę prowadzącą wprost do zamku i próbowała nie zawracać sobie głowy jej rudym byłym chłopakiem. Poszła na dzisiejszą hallowenową imprezę tylko dlatego, że Ginny ją o to poprosiła. Odwróciła głowę, a w oknie zobaczyła Rona gorąco całującego jakąś wygłodniałą blondynkę. Już chciała skierować się z powrotem do swojego dormitorium kiedy poczuła mocny uścisk na swojej talii 
-Już mi nie uciekniesz mała- usłyszała ciężki męski bełkot i mocną woń alkoholu. Wiedziała, że to nie może znaczyć nic dobrego. Poczuła usta chłopaka na swojej szyi a ręce na jej piersiach wszystko działo się tak szybko próbowała się wyrwać, ale chłopak był za silny lekko się chwiał, jednak nie było dla niego problemem pchnąć Hermionę na zimną i brudną ziemię, by po chwili klęknąć koło niej i chwytając mocno za nadgarstki całować jej dekolt. Dziewczyna starała się krzyknąć, ale żaden głos nie wychodził z jej gardła, wierciła się, próbowała kopać, ale tym jeszcze bardziej pogarszała swoją sytuacje, nagle kiedy już myślała, ze jej nic nie uratuje, ktoś zepchnął z niej chłopaka. Roztrzęsiona dziewczyna przyglądała się, jak jej wybawca uderza kilka razy chłopaka który ją napadł. Jak mogła nie poznać tego głosu. Cormac za wszelką cenę chciał dostać to czego chciał, a, że nie mógł po dobroci chciał wziąć siłą. Kiedy MClaggen upadł na ziemię, a jej spojrzenie padło na jej wybawce głośno wciągnęła powietrze. Chłopak podszedł do niej i dokładnie się jej przyjrzał 
-Nic ci nie jest?- zapytał głębokim głosem który od razu rozpoznała 
-Tak wszystko jest w porządku- skłamała. Cała się trzęsła, jak po czymś takim może być wszystko w porządku 
-Trzeba zawiadomić dyrektora- jasne oczy chłopaka zalśniły w blasku księżyca 
-n..nie trzeba- powiedziała. - nie chcę, żeby ktokolwiek o tym wiedział- dodała
-Jesteś pewna?
-Tak
-To przynajmniej odprowadzę cię do dormitorium- powiedział 
-Nie dziękuję poradzę sobie. Pójdę już. Dziękuję za ratunek - powiedziała cicho i już chciała iść kiedy zatrzymał ją stanowczy głos chłopaka 
-Jesteś roztrzęśona, nie wiem czy na prawdę ci się nic nie stało, pozwól mi się odprowadzić- powiedział cichym lecz stanowczym głosem. Wiedziała, że ten chłopak należy do upartych, a ona nie miała siły się kłócić miała ochotę położyć się na łóżku i zasnąć już na zawsze.
-Dobrze -odpowiedziała. Kiedy weszli do zamku a ona zobaczyła dokładnie kto ją uratował zachłysnęła się powietrzem. Chłopak czując, ze szatynka się mu przygląda odwrócił się w jej stronę i przeraził się tym co zobaczył w jej oczach. Ona się go bała. 
Bała się Dracona Malfoya